Przebiśnieg

Przebiśnieg

Gdyby nie one pszczoły, trąc jeszcze skrzydełkami zaspane oczęta, nie miałyby co zjeść na pierwsze pozimowe śniadanie. Gdyby nie one ludzie żyliby w nieświadomości co do tego, że zbliża się wiosna aż do przylotu pierwszego hałaśliwego stadka jaskółek (bo, jak wiadomo, jedna wiosny nie czyni). Mimo tego, że są posłańcami dobrych wieści o nadejściu ciepłej i miłosnej pory roku, często padają ofiarą tych, którym dostarczają te informacje. O kim mowa?

Oczywiście o przebiśniegach, gładyszkach, śniegułach czy dla botaników – śnieżyczkach przebiśniegach lub galanthus nivalis.

Dziarskie z nich kwiatki, skoro nie boją się śniegu i zimna i pojawiają się już na przełomie lutego i marca, co to w nim, jak w garncu. Choć może powinny jeszcze wyhodować sobie kolce na wzór dalekich kuzynek róż, które chroniłyby je przed miłośnikami anemicznego piękna. Swój silny charakter i odporność na przeciwności losu biorą stąd, że przebiśniegi są minimalistami w kwestii wymagań atmosferycznych, rosną spokojnie nawet przy niedostatkach słońca – więcej nawet, lepiej czują się w cieniu i nie lubią się afiszować z własną urodą.

Na nic to jednak, bo robią furorę jako roślina ozdobna. W środowisku naturalnym są całkowicie pod ochroną gatunkową (zresztą mało skuteczną) i nie można w żadnym razie nazrywać dla ukochanej dziko rosnących kwiatów na łące czy w lesie, gdzie czują się najlepiej. Jeśli więc chcemy mieć pierwsze oznaki wiosny w domu, musimy je po prostu zasadzić lub zasiać. Można to zrobić w przydomowym ogrodzie, ale i w doniczce, jeśli znajdziemy dla niej chłodną werandę. Doradzimy, jak to zrobić.

Śnieżyczki dobrze czują się w miejscu wilgotnym i, jako się rzekło, lekko zacienionym, więc jeśli mamy takie stanowisko w ogrodzie, odstąpmy je tym roślinkom. Nie mają wymagań co do podłoża, choć będą zachwycone, jeśli będzie ona miało sporą zawartość próchnicy wzmagającej przepuszczalność gleby. Wrzesień to odpowiedni miesiąc na wysadzenie cebulek do ziemi. Zasady uprawy są dość łatwe i mogą się spodobać wszystkim tym ogrodnikom, którzy wolą wąchać i podziwiać kwiaty niż je uprawiać. A zatem sadzimy na głębokość około dziesięciu cm i… czekamy. Zimą nie przeszkadzamy sadzonkom zdobywać odporności (spokojnie, są mrozoodporne), a kiedy przyjdzie wiosna, czekamy dalej aż się pojawią kwiaty, a kiedy już się wybiją się z wciąż lekko zmarzniętej ziemi i śniegu na niepodległość – zachwycamy się do woli. Nie ma żadnych szczególnych zabiegów pielęgnacyjnych, które musielibyśmy wykonać, coby wspomóc rozwój tych powabnych roślinek.

Wszystko fajnie, zapyta rozsądny wielbiciel eterycznego piękna, tylko skąd wziąć rozsadę? Sposobów jest kilka, oczywiście nie licząc sklepów ogrodniczych, bo to rozwiązanie nie wymaga tłumaczenia. Kiedy przebiśniegi są jeszcze zielone, acz już przekwitły i spełniły swą funkcję w wydziale propagandowym wiosny, odbieramy im tzw. cebulki przybyszowe, które spokojnie sobie poradzą bez tatusia, jeśli wysadzimy je najbliższej jesieni. Prościej będzie jednak, jeśli pozyskamy nowe okazy metodą kompletnie bezinwazyjną, dzieląc po prostu kępy śnieżyczek i dając pojedynczym cebulkom szansę na usamodzielnienie się i założenie własnej kolonii. Może taką kępę podaruje nam przemiła sąsiadka?

Ciekawe jest to, że równie dobrze możemy gładyszka wysadzić, co i wysiać, choć ta druga metoda wymaga cierpliwości szachisty, gdyż nasionka takie muszą dojść do wieku przedszkolnego nim zakwitną, czyli zajmuje im to około sześciu lat. Jednakże pamiętać trzeba, że ten kwiatek samodzielnie się wysiewa bez naszej pomocy i możemy niespodzianie za kilka lat od hodowli otrzymać jego spóźnione potomstwo.

Jeśli decydujemy się na dywan przebiśniegów w ogrodzie czy w przydomowym skalniaku możemy zabezpieczyć się przed jego linieniem. Bywa, że cebulki tych roślin są podjadane przez niewybredne krety, dlatego dobrym rozwiązaniem jest sadzenie kwiatów w ochronnych koszyczkach. Jeśli zaś uchronimy je w ziemi, może się zdarzyć, że zaatakowane zostaną na powierzchni przez grzyby, tzw. szarą pleśń, która zniekształca liście kwiatów i odbiera im sporo urody. Nie ma wtedy innej rady, jak zniszczyć zainfekowane roślinki, a zdrowe osobniki zabezpieczyć środkiem grzybobójczym.

Hodowla przebiśniegów w doniczkach jest właściwie możliwa jedynie na balkonie ze względu na eskimoskie zamiłowanie kwiatka do niskich temperatur. Na parapecie, tuż nad kaloryferem, raczej nie zakwitnie. Możemy oczywiście postawić donicę w zimnym pomieszczeniu (np. spiżarka z oknem), a kiedy już cebulka zrobi swoje i wypuści kwiat przenieść do salony na czas kwitnienia. Choć trzeba pamiętać, że to skróci efekt estetyczny śnieżyczki.

Wygląd i gatunki

Statystyczny przebiśnieg dorasta nam wyżej niż do pięt, ma około 20 cm wysokości, rzadko więcej niż trzy liście (najczęściej dwa) i jeden pęd kwiatowy i osłaniający go liść pochwowaty. W naturalnym środowisku możemy spotkać 10 odmian tych roślin. W ogrodach i doniczkach popularne są dwa rodzaje: półpełne i pełnokwiatowe. Różnią się przede wszystkim ilością płatków. Odmiana półpełna posiada trzy płatki zewnętrze i do kilkunastu wewnętrznych, zaś pełnokwiatowa ma 5 zewnętrznych, a wewnętrznych wielkie ilości. W te dwie odmiany da się pogrupować sporą ilość popularnych gatunków. Aktualnie największe triumfy handlowe święci niejaki Walrus, choć pewnie w kolejnym sezonie straci swą popularność, wciąż bowiem trwają prace ogrodników nad nowymi gatunkami.

Symbolika

Przebiśniegi bywają postrzegane jako symbol czystości i cnoty. W takiej roli były wykorzystywane w dawnych czasach w Anglii, gdzie w święto Ofiarowania Pańskiego zdobiły się nimi panny dając wyraz swemu dziewictwu. Oczywiście nie bez znaczenia jest dla wymowy symbolicznej to, że na święto obchodzone 2 lutego niewiele dało się znaleźć kwitnących roślin. Więc jest to w pewnym sensie symbol wymuszony.

W niektórych kulturach śnieguła symbolizowała również nadzieję, z czym wiąże się też słabo znana legenda o tym, że zakwitła ona zimą, którą wypędzeni zostali Adam i Ewa z raju, żeby dać im pocieszenie i nadzieję na lepsze życie.

Przebiśniegi pojawiają się jednak w niektórych wierzeniach również jako zwiastuny śmierci (pojedynczy kwiat) czy nieszczęścia dla domostwa.

Właściwości lecznicze

Pierwszym wyleczonym przez przebiśniegi był Odyseusz, któremu ten kwiat posłużył jako odtrutka na zaczarowany napój podstępnej czarodziejki Kirke. Medycyna potwierdziła ich sanacyjne właściwości. Okazuje się, że oprócz urody gładyszki kuszą również zasobem składników mających korzystny wpływ na nasz organizm, stąd od dawna są wykorzystywane przy produkcji lekarstw. Spośród mnogich enzymów i alkaloidów zawartych w roślince szczególnie użyteczna jest glantamina występująca cebulce. Jest szczególnie pomocna przy chorobach układu nerwowego i stosowana przy zakłóceniach w przewodnictwie bodźców, paraliżu dziecięcym, zapaleniu korzonków nerwowych. Obiecująco wyglądają badania nad zastosowaniem glantaminy w terapii osób dotkniętych chorobą Alzheimera. Z kolei linkomoryna – inny enzym – służy jako środek przeciwwirusowy.

Jednakże mimo znacznych właściwości leczniczych, przebiśniegi są też siedliskiem toksyn, szczególnie alkaloidów, tak więc lepiej nie uprawiać tych kwiatów z myślą o przyrządzeniu syropku czy zdrowotnej naleweczki, bo nieuniknione są wymioty i biegunka, a możliwa też reakcja alergiczna. Wiedzą o tych skutkach konsumpcji przebiśniegu wszyscy farmerzy, którym udało się zobaczyć nieprzytomną krowę czy świnię po zjedzeniu takiej apetycznie wyglądającej zakąski.